Kategoria: Blueberry

Blueberry

Blueberry

Każdy czasami wpada w lekko melancholijny nastrój. Szczególnie, gdy niebo zasnuwają ciemne deszczowe chmury. Granatowa borówka wygląda, jakby miała w środku skrawek takiego cumulonimbusa. Ta kategoria będzie obejmowała dłuższe, nieco bardziej refleksyjne teksty – idealne do czytania pod kocem, przy gorącej herbacie.

Efekt białego fartucha

Efekt białego fartucha

Według Wikipedii efekt białego fartucha to reakcja pacjenta na obecność personelu medycznego polegająca na nagłym wzroście ciśnienia krwi. Pierwszy raz usłyszałam o tym zjawisku na zajęciach z fizjologii na drugim roku. Ostrzegano nas, żeby nie diagnozować pochopnie nadciśnienia, opierając się jedynie o pomiary wykonane w gabinecie lekarskim, bo naturalną odpowiedzią niektórych pacjentów na widok białego uniformu jest stres, czyli, medycznie rzecz ujmując, aktywacja układu współczulnego wprowadzająca nas w gotowość do walki bądź ucieczki. Na szczęście jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś w szpitalu uciekał na mój widok, a jeśli taka sytuacja miałaby miejsce, to prędzej podejrzewałabym asystentów niechętnych do prowadzenia zajęć ze studentami niż biednych chorych na oddziale. Czytaj dalej „Efekt białego fartucha”

„Wielki Gatsby” – czy rzeczywiście wielki?

„Wielki Gatsby” – czy rzeczywiście wielki?

Była sobie książka… która stała na półce w domowej biblioteczce przez kilka dobrych lat. Cienka, z pożółkłymi kartkami i małym pingwinkiem na grzbiecie – logo wydawnictwa Penguin Popular Classics. Nazwisko Fitzgerald brzmiało znajomo, poetycko i zachęcająco, więc pierwszego dnia ferii zimowych w ramach odstresowania po sesji, postanowiłam wreszcie sięgnąć po klejnot koronny jego twórczości. “Wielki Gatsby” – obowiązkowy punkt na amerykańskiej liście lektur i panorama nowojorskich lat dwudziestych – epoki jazzu, prohibicji i rozkwitu Wall Street. Wcześniej oglądałam film, więc sama historia była mi znana, ale nie do końca rozumiałam, na czym polega tytułowa wielkość tego dzieła. Potrzebowałam szerszego kontekstu. Czytaj dalej „„Wielki Gatsby” – czy rzeczywiście wielki?”

O Tamagotchi i warszawskiej kamienicy

O Tamagotchi i warszawskiej kamienicy

Kto pamięta ze swojego dzieciństwa Tamagotchi ręka w górę! Tym, którzy zupełnie nie wiedzą o czym mowa, śpieszę z wyjaśnieniem. Tamagotchi to japońska elektroniczna zabawka, dzięki której każde dziecko mogło zaspokoić pojawiającą się w pewnym momencie życia potrzebę posiadania własnego zwierzątka. Choć oczywiście kilka pikseli na miniaturowym wyświetlaczu nie mogło zastąpić więzi jaka utworzyłaby się między pupilem a jego właścicielem, przyznaję, że zabawa z tym wirtualnym stworzonkiem dawała naprawdę sporo frajdy. Pielęgnowało się je od narodzin: trzeba było je karmić o odpowiedniej porze, dbać o czystość, zapewniać rozrywki i towarzystwo. Mało tego! Można było łączyć się z innymi urządzeniami za pomocą podczerwieni i doczekać się potomstwa. Dla wciąż jeszcze dość dziecinnych czwartoklasistów, a raczej czwartoklasistek (nie oszukujmy się – chłopcy byli wtedy bardziej zajęci zbieraniem kart Duel Masters i kapsli z Cheetosów) to było naprawdę coś. Czytaj dalej „O Tamagotchi i warszawskiej kamienicy”

O smoku, Wieży Eiffla i lodach waniliowych

O smoku, Wieży Eiffla i lodach waniliowych

Berthillon to chyba najsłynniejsza lodziarnia w Paryżu. Ukryta w samym sercu wyspy Saint-Louis nieopodal Notre-Dame. Mówi się, że jej lokalizację zdradza ciągnąca się przed wejściem kolejka i zachwyt w oczach przechadzających się z rożkami turystów. Każdy chce spróbować przynajmniej jednej elegancko małej gałki niebiańsko kremowych lodów rzemieślniczych. Klamka zapadła już na Pont de la Tournelle. Nie zdecyduję się na eksperyment i wybiorę wanilię. Właściwie zawsze wybieram wanilię, bo to słodka klasyka w kolorze ecru. Zupełnie jak Paryż. Tak, Paryż jest waniliowy. Czytaj dalej „O smoku, Wieży Eiffla i lodach waniliowych”