Kategoria: Pineapple

Pineapple

Pineapple

Miejsce pozytywnej energii! Choć nie pretenduję do bycia blogerką lifestylową, wierzę, że w tych trudnych czasach optymistyczne posty mają pewną moc sprawczą i potrafią inspirować ludzi do działania… albo chociaż mogą poprawić komuś humor. No a jeśli jakiś owoc ma być symbolem optymizmu, zdecydowanie jest to słoneczny ananas.

Warto podróżować?

Warto podróżować?

Żyjemy w szumie. Szumie samochodów, wiatraków, komputerów, czasem głosów, rzadko drzew. Jest też szum niemy, informacyjny – cichy zabójca. Wielkie litery w tytułach, wykrzykniki w nagłówkach, jaskrawe kolory na zdjęciach i te wszędobylskie reklamy, które nie sposób zignorować. Szumy próbujemy zagłuszyć radiem na full, muzyką w słuchawkach, telewizją, zwiększając tylko, nie zmniejszając, ilość bodźców. Efekt jest odwrotny do zamierzonego. Czytaj dalej „Warto podróżować?”

Miasto kolorów – Barcelona 2018

Miasto kolorów – Barcelona 2018

Na początek ważna wiadomość. Dziś mija miesiąc, odkąd Doctor Avocado ujrzał światło dzienne i od tamtej pory niezmiennie uśmiech nie znika mi z twarzy. To wyśmienita okazja, żeby odpowiedzieć na pytanie, które choć nie zostało przez nikogo zadane, być może przeszło przez myśl śledzącym moje blogowe poczynania. Mianowicie, co było najgorsze w procesie tworzenia tej strony?  Czytaj dalej „Miasto kolorów – Barcelona 2018”

Semestr wiosenny

Semestr wiosenny

Nowy Rok, nowa ja? Nonsens. Nie uznaję Nowego Roku za odpowiedni czas na robienie wielkich planów, postanowień czy życiowych rewolucji. Przyczyn mogłabym wymienić kilka, ale głównym powodem jest to, że na studiach styczeń to jeden z najbardziej intensywnych i wymagających miesięcy. Łatwo sobie wyobrazić, dlaczego. Przed Bożym Narodzeniem nikt nie ma głowy do nauki – prezenty, pierwszy śnieg, wizja odpoczynku i powrotu do rodzinnego miasta. Potem jest dłuższa przerwa, podczas której trudno o pełną, a czasami nawet o jakąkolwiek produktywność. Wolny czas ma to do siebie, że mija za szybko i pewnego dnia kalendarz wysyła nam powiadomienie o zbliżających się trzech kolokwiach, ustnym zaliczeniu i dwóch egzaminach na dokładkę. Voilà – miesiąc wyjęty z życiorysu. Czytaj dalej „Semestr wiosenny”

Z prądem czy pod prąd?

Z prądem czy pod prąd?

Jedną z największych zalet studiowania na WUMie jest to, że tu cały czas coś się dzieje. Zbiórki, akcje, konferencje, spotkania kół, warsztaty, seminaria, eventy, wyjazdy, w tygodniu i w weekend, trwające godzinę, popołudnie lub cały dzień. Do tej pory uczestniczyłam jedynie w kilku takich wydarzeniach i wciąż mam wyrzuty sumienia, że za mało się udzielam i powinnam lepiej wykorzystywać możliwości, jakie oferuje mi uczelnia. Nie bez powodu mówi się, że studiowanie to złożony proces i wiedza zdobyta w nietypowy sposób często zostaje z nami na dłużej niż ta wyuczona z książki. Problem w tym, że gdy po tygodniach zajęć, które polegają na siedzeniu i słuchaniu prezentacji, mam poświęcić cały weekend na siedzenie i słuchanie kolejnych prezentacji, to mi się odechciewa. Zwyczajnie czuję przesyt. A o tym, jak Power Point potrafi zmienić nawet najbardziej ekscytujące zagadnienie we flaki z olejem, z pewnością napiszę oddzielny post. Czytaj dalej „Z prądem czy pod prąd?”