Student idealny

Zdyscyplinowany i wyluzowany jednocześnie. Skromny, ale pewny siebie. Zdecydowany, lecz otwarty na nowe możliwości. Umie pracować w grupie, nie tracacąc przy tym niezależności. Lider i współpracownik w jednej osobie, budzi powszechną sympatię i szacunek. Myślę, że każdy z nas, ma w tyle głowy cień takiego ideału. Tego, który jest w szczytowej formie, chodzi na wszystkie wykłady, a na co dzień ma spakowane pożywne drugie śniadanie. Jakie inne cechy odrealnienia wykazuje nasz niedościgniony wzorzec?

Idealny student nigdy nie używa opcji “drzemka” w swoim budziku. Nie musi, bo przespał magiczne osiem godzin. Słysząc znajomą melodię, natychmiast wyskakuje spod kołdry. Ścieli łóżko, po czym przebiera się w strój sportowy i rozpoczyna poranny trening. 30 minut biegu po parku albo ćwiczenia na macie. Potem odświeża się, układa włosy i szykuje pełnowartościowe śniadanie, po którym od razu zmywa, nawet jeśli mieszka sam. Nie musi pić kawy, żeby się rozbudzić, czasami jednak lubi się nią delektować przy przeglądaniu wiadomości BBC. Stara się śledzić bieżące wydarzenia z kraju i świata, nowinki kulturalne i biznesowe. Wychodzi z domu na tyle wcześnie, że nigdy się nie śpieszy – nie musi przecież biec na tramwaj. Idealny student cieszy się, że zajęcia zaczynają się o ósmej, bo rano jego mózg najlepiej przyswaja informacje. Przychodzi 15 minut przed rozpoczęciem i wita wszystkich zgromadzonych przed salą szerokim uśmiechem. Świetnie czuje się w towarzystwie swojej grupy dziekańskiej. Ilekroć siedzą na przerwie w bufecie albo spotykają się przypadkiem w autobusie, rozmowa toczy się wartko i tematy znajdują się same. Nie ma miejsca na niezręczną ciszę, z każdym można się dogadać.

Gdy tylko w drzwiach pojawia się prowadzący, idealny student wyłącza telefon i chowa go głęboko do torby. Wyjmie go dopiero po zajęciach. To żelazna zasada, której trzyma się, odkąd dostał pierwszy aparat. Otwiera gruby brulion, wygładza kartki i nasłuchuje. Jak kot, któremu panujący w sali półmrok wyostrza zmysły. Podczas gdy jego znajomi pochrapują na seminarium, on dzielnie robi notatki. Drobnymi, równymi literami wypełnia kolejne strony. Nie skreśla, nie wychodzi poza linie. Przelewa na papier każde słowo wykładowcy. Czasami podnosi głowę znad notesu i nawiązuje kontakt wzrokowy z profesorem, żeby zadać błyskotliwe pytanie, które okazuje się punktem wyjścia wartościowej dyskusji. Czasami z tego powodu prelekcja się przedłuża, ale nikt nawet tego nie zauważa. Pozostali studenci są wdzięczni, że poruszył tak ważne zagadnienie.

Przed wejściem na oddział  przywdziewa śnieżnobiały, nienagannie wyprasowany fartuch. Przeciera chusteczką dezynfekującą stetoskop, długopis i gumowe buty. Jest rycerzem oddziału walczącym o życie i zdrowie pacjentów. Pamięta o zdjęciu zegarka. W bieli mu do twarzy, wygląda poważnie i budzi zaufanie. Często pacjenci myślą, że jest ich nowym lekarzem prowadzącym. Kiedy ze skromnym uśmiechem wyprowadza ich z błędu, patrzą z podziwem i życzliwie wróżą mu świetlaną przyszłość – ordynatora albo dyrektora szpitala. Większość doktorów się z nimi zgadza. Nie szczędzą pochwał i przyznają, że jest lepszy niż większość ich kolegów po fachu. A to dlatego, że w czasie przeprowadzania badania jest niezmiernie skupiony i skrupulatny. Trzyma się obowiązującego schematu, tak umiejętnie zadając pytania, że pacjent intuicyjnie wie, co powinien powiedzieć, żeby popchnąć dalej proces diagnostyczny. Czasami jednak musi grzecznie przerwać opowieść rozemocjonowanym staruszkom, widząc, że pozostali studenci zaczynają tracić wątek. On sam nie ma problemu z wychwytywaniem istotnych informacji i ułożeniem ich chronologicznie, dlatego chętnie słucha tych zawiłych wywodów. Nikt nigdy nie widział, żeby ziewał. Dla niego wszystko jest ciekawe. W badaniu już za pierwszym razem udaje mu się wyczuć lub usłyszeć patologię, więc nie musi podchodzić do pacjenta dwukrotnie. Zapisuje swoje obserwacje bardzo szczegółowo, dzięki czemu w historii choroby, którą później opracowuje nie ma żadnych braków. Nieraz zauważył coś, co pozostali przeoczyli. Lekarze to doceniają i odpowiednio punktują na zaliczeniu.

Po całym dniu zajęć zmęczenie nie daje mu się we znaki. Przeciwnie! Tryska energią, co sprawia, że kolejne godziny fakultetu, na który chodzi jako wolny słuchacz, mijają mu w mgnieniu oka. Czuje satysfakcję, bo znów miał okazję doskonalić swoje umiejętności. Wypełnia go nowa wiedza, którą kolejnego dnia będzie mógł wykorzystać w praktyce. A kiedy raz się czegoś nauczy, zapamięta to na lata. Opracowując dane zagadnienie, rozkłada je na czynniki pierwsze i przy okazji utrwala wiedzę z przedmiotów, które już zaliczył. Nie zapomina porównać informacji z podręcznika z aktualnym stanem wiedzy prezentowanym w naukowych czasopismach. Niejednokrotnie zdarzyło mu się szepnąć doktorowi po seminarium, żeby zaktualizował treść prezentacji, bo zawarte w niej wytyczne uległy przedawnieniu. Chętnie sięga też po opisy przypadków klinicznych, bo nic nie daje mu większej radości niż postawienie rozpoznania jeszcze przed przeczytaniem objaśnień.

Idealny student uczy się dokładnie tyle, ile powinien, ile chce i ile musi.  Jako że wszystkie książki i tak opracował w wakacje, w czasie roku akademickiego może sobie pozwolić na mnóstwo pozanaukowych aktywności. Działa w strukturach samorządowych, jest w zarządzie kilku kół naukowych, popołudniami często chodzi na dyżury albo pod okiem specjalistów pisze prace, które zostaną zaprezentowane na międzynarodowych konferencjach. Dzięki swojemu zaangażowaniu zdobył mnóstwo przyjaciół z wielu wydziałów. Nie ma tygodnia, żeby nie dostał zaproszenia na imprezę. Czasami odmawia, bo woli szlifować norweski albo ćwiczyć grę na fortepianie. Ilekroć jednak idzie, zabawa jest szampańska.

Idealny student wie, czego dokładnie chce od życia. W wieku trzech lat wybrał swoją specjalizację. Uniknął w ten sposób kłopotliwych pytań ze strony rodziny, na które skarży się większość niezdecydowanych studentów. Nikt nie krytykował jego wyboru, wszyscy uznali, że pasuje do niego jak ulał. Od początku było dla niego jasne, jakie kroki musi podjąć, żeby spełnić swoje marzenie. Nie idzie na łatwiznę, skróty omija szerokim łukiem. Codziennie przed snem dziękuje losowi za możliwość wystawienia na próbę swojej cierpliwości i determinacji. Twardo stąpa po ziemi, jest samoświadomy i trzyma się wyznaczonej ścieżki, wiedząc, że ma wsparcie ze strony bliskich. W przyszłość patrzy optymistycznie – wierzy, że wszystko, co sobie wyobraża ma szansę dziać się nie tylko w jego głowie. Czego i Wam życzę!

 

PS Gdyby ktoś taki istniał naprawdę, założę się, że drażniłby mnie jak nikt na świecie. A Was?

Zobacz też:

2 thoughts on “Student idealny

  1. Właśnie wstałam(10.25) i piję jakąś przyrządzoną z półprzymkniętymi oczami kawę delektując się tym,że nigdzie się nie spóźniłam. Czytam ten artykuł i oczom nie wierzę 😂 jeszcze mam omamy senne😂Prawie zakrztusiłam się ze śmiechu 😂😂😂 powinnaś doskonalić się w powieściach fantastycznych 👍 masz wyobraźnię 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *