Czego się (nie) spodziewać po medycynie?

Kiedy dostajesz się na medycynę, czujesz, że możesz wszystko. Kupując pierwszy podręcznik, masz przed oczami wizję tego, jak dzięki zdobywanej nocami wiedzy, będziesz pomagać ludziom, a po zapamiętaniu skomplikowanej nazwy zespołu genetycznego, wierzysz, że będziesz następnym doktorem Housem. 

Jednak po pierwszym roku do House’a nadal Ci daleko. W końcu ostatnie 10 miesięcy siedziałeś lub siedziałaś w prosektorium, gdzie trudno o żywego pacjenta. Sytuacja nie poprawia się na drugim roku. Stetoskop Littmanna- prezent od dumnych rodziców, nadal leży nieużywany w szufladzie. Na szczęście nauka fizjologii i patofizjologii dodaje Ci skrzydeł. Człowiek nie ma już przed Tobą tajemnic i czujesz coś dziwnego… Czyżby niedosyt? Do bycia lekarzem wciąż brakuje kilku elementów układanki, na przykład znajomości leków. Z pomocą przychodzi farmakologia. Po trzecim roku potrafisz już wymienić wszystkie grupy leków na nadciśnienie i cukrzycę. Znasz też podstawy badania przedmiotowego, co w oczach rodziny i sąsiadów czyni Cię specjalistą. Jednak gdy przychodzi co do czego i na czwartym roku asystent pyta, co jest pacjentowi, który przez ostatnie pół godziny opowiadał  Ci o swoich dolegliwościach, nie potrafisz nic powiedzieć. Jakie zrobić badania? Jaki podać lek? W jakiej dawce? Jak często? Na jak długo? Jakie są przeciwwskazania? Jak kontrolować przebieg terapii? Nie wiesz. Wiesz tylko, że kiedyś „coś było” o tym leku i o tej chorobie. Ale nie pamiętasz co. Co jest z Tobą nie tak? Czy lata nauki poszły na marne? Nie poszły. Ale też nie ma co spodziewać się cudów. Po to medycyna trwa sześć lat, żeby przez te sześć lat stopniowo przyswajać kolejne porcje wiedzy. Asystent, który zadaje te pytania, ma za sobą kilkaset podobnych przypadków. Wcześniej sam sprawdzał odpowiedzi w wytycznych, aż któregoś dnia zorientował się, że zna je na pamięć.

Idąc na studia, miałam pewne wyobrażenie o medycynie. Bardzo mgliste, serialowe. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co to znaczy być studentem medycyny. Najważniejsze przecież jest to, że po studiach jest się lekarzem. Przeżyłam szok, kiedy okazało się, że to dwie zupełnie różne role. Student to nie „mały lekarz”, a lekarz to nie „duży student”. Co rusz odkrywam coś nowego, znajduję kolejne smaczki. Przed Wami garść moich spostrzeżeń, które warto mieć w tyle głowy, szczególnie jeśli dopiero rozpoczynacie swoją medyczną przygodę.

  1. Przez dwa pierwsze lata studiów nie ma spotkań z pacjentami, więc stetoskop się nie przyda. 
  2. W fartuchu anatomicznym wygląda się bardziej jak rzeźnik niż jak lekarz, a w czepku nikomu nie jest do twarzy.
  3. Człowiek na stole operacyjnym wygląda w środku inaczej niż ten na stole w prosektorium.
  4. Połowa zapamiętanych informacji z danego przedmiotu wyparowuje tydzień po egzaminie. Z każdym kolejnym rokiem wyparowuje kolejne 10%.
  5. Teoria to jedno, a praktyka to drugie. Najpierw uczysz się trzech tysięcy nazw leków tylko po to, żeby okazało się, że połowy z nich się nie stosuje.
  6. Większość zajęć jest nudna. Najczęściej polegają na siedzeniu i słuchaniu albo podpieraniu ścian.
  7. Grupy kliniczne zawsze będą za duże. Nikt nie będzie starał się zapamiętać, jak się nazywasz.
  8. Zdania lekarzy często są podzielone i mogą różnić się w zależności od oddziału, na którym są zajęcia. Najwyraźniej to widać na egzaminach.
  9. Podręczniki nie przygotowują do codziennej pracy w szpitalu. Od tego są wytyczne różnych towarzystw medycznych.
  10.  Papierologia na niektórych uczelniach osiąga poziom absurdu.

Nie znam osoby, która jest w pełni zadowolona ze studiów medycznych. Ale też nie znam wielu, które otwarcie przyznają, że żałują swojego wyboru. Dlaczego? Dobre pytanie. Może dlatego, że idealna uczelnia medyczna nie istnieje, tak jak nie istnieje idealny szpital czy idealny lek. Nie ma znaczenia, czy to będzie Warszawa, czy Kraków, czy Gdańsk, czy Białystok. Wszędzie trzeba się dużo uczyć, wszędzie znajdą się złośliwi profesorowie. Medycyna jest jedna, wszyscy uczymy się z tych samych (lub podobnych) książek. Wrażenie, że wie się za mało nie mija wraz z pojawianiem się kolejnych naklejek na legitymacji. Wręcz odwrotnie! Im więcej wiesz, tym więcej wiedzowych luk potrafisz dostrzec. Piątka z egzaminu nie czyni nikogo specjalistą. Jeśli po kilku latach studiów będziesz myślał, że wiesz wszystko, nazwą Cię ignorantem. Prawdziwej medycyny na studiach nie uświadczysz. To jest skok, skok na głęboką wodę. Nikt nie jest na niego gotowy, dopóki nie zanurkuje. Przecież od czegoś trzeba zacząć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *