Dlaczego nie zostałem dentystą?

Hej!
Siemanko!
Cześć!

Witajcie w moim pierwszym wpisie
Kiedy miałem 6 lat
Oto kategoria Strawberry, czyli Truskawka
Ostatnio zrobił mi się na

W pisaniu zawsze najgorszy jest dla mnie początek.

Zarówno w skali mikro, w obrębie jednego dokumentu, jak i makro, w całym projekcie. Na Doctorze Avocado Klara już dawno przełamała z czytelnikami przysłowiowe lody, a ja mój debiut mocno odwlekałem. Częściowo z powodu wrodzonego lenistwa, częściowo ze względu na wewnętrzny problem z moją blogową tożsamością.  

Postanowiłem, że na pewno nie będę tej sekcji zamieniał w kolejną tubę propagandową definiującej mnie pasji do kina, bo tego jest już w internecie wystarczająco dużo, a w planach jeszcze więcej. Inspiracji postanowiłem poszukać w haśle strony – „refleksje na medycynie”. Tych w sumie nie brakuje, ale czy w moim przypadku w ogóle jakiekolwiek znajdują się na medycynie, chociaż leżą obok medycyny, wiszą pod nią, spacerują wokół, stają naprzeciw, bądź czają się za rogiem? Mówiąc już całkiem poważnie, postanowiłem rozpocząć moją owocową obecność od poruszania tematów, które nawiązują do szeroko pojętej nauki o zdrowiu i chorobach. Częściowo, aby rzucić sobie kreatywne wyzwanie, częściowo, aby przypodobać się pierwszej prominentnej grupie czytelników. 

Musicie wiedzieć, że moi rodzice są dentystami. Ja natomiast nie mam (a raczej do czasu poznania mojej dziewczyny nie miałem) z tą dziedziną nic wspólnego. Nie przypominam sobie, żeby ten fakt do tej pory służył do mojego przedstawienia, ale tym razem wydał mi się bardzo adekwatny. Poszukując osobistych medycznych połączeń uświadomiłem sobie, że właściwie jedno mam dosłownie we krwi. Mimo to, nie potrafię przypomnieć sobie jednego momentu, w którym medycyna wywołała u mnie jakiekolwiek zainteresowanie. 

Z wiadomych względów wielu ludzi decyduje się na podążenie ścieżką kariery swoich rodziców. Wydaje mi się, że szczególnie zachęcająca do takich decyzji jest branża medyczna, w której odpowiednie wsparcie bardzo punktuje i znacznie skraca drabinę awansów. Niekiedy na wybór zawodu główny zainteresowany nie ma większego wpływu i pod naciskiem najbliższych zostaje zmuszony do wstąpienia do profesjonalnego klanu lub przed taką decyzją się buntuje. Czasami też jest to całkowicie pragmatyczna decyzja.

Jak to było ze mną? Zdecydowanie decyzja o zostaniu reżyserem nie była alergiczną reakcją na nadmierne naciski, ani nie wynikła z chorej ambicji rodziców do posiadania artystycznego potomka. Wracając myślami do czasów dzieciństwa w zasadzie nie pamiętam, żeby sugestie odnośnie ścieżki kariery lub próby nakierowywania mnie na określony obszar zainteresowań w ogóle miały miejsce. Jasne, zdarzał się nieraz jakiś wujaszek tudzież inna ciotunia, którzy szarpiąc mój policzek mówili: “Ten mały Kamiś zostanie kiedyś dentystą, tak jak tatuś i mamusia.” W zasadzie poza tymi sporadycznymi epizodami, fachowy aspekt nie pojawiał się w codziennym życiu. To wydaje mi się kluczem do całej sprawy. Dostałem całkowitą swobodę rozwoju aspiracji i pasji. Nie znaczy to, że zupełnie nie zostałem wychowany, ale w ramach mojego wzrastania żadne potencjalnie nakierowujące zajęcia nie zostały mi narzucone. 

Dużą rolę odegrał też fakt, że stomatologia nigdy nie przedostawała się do życia rodzinnego, co było sporym osiągnięciem, biorąc pod uwagę współdzielenie profesji przez mamę i tatę. Mogłoby to stworzyć poczucie konieczności podążania tą ścieżką, żeby stać się pełnoprawnym domownikiem. Tymczasem coraz bardziej moją uwagę przyciągały przedmioty humanistyczne, a przede wszystkim film. Ekspresja w tych dziedzinach spotykała się z życzliwą reakcją i zaangażowaniem moich najbliższych, dzięki czemu naturalnie wyewoluowała w wybór zajęć dodatkowych, tematykę otaczających przedmiotów i formy spędzania wolnego czasu. Te wybory mogły zostać we wczesnych latach odgórnie narzucone, ale początkowa neutralność wspomnianych aspektów życia organicznie przerodziła się w bardzo wyraźną tendencję. 

Mam w tym momencie 21 lat, czuję się szczęśliwy i zmotywowany do podążania ścieżką, którą samodzielnie wybrałem. Jeśli należycie do mojego pokolenia, to warto już teraz odpowiedzieć sobie na pytanie jak pokierujemy młodymi osobami, które będą wzrastać w naszych czasach. Wiem, że znalezienie odpowiedniego balansu między wychowaniem a narzucaniem jest trudnym obowiązkiem, ale warto współpracować z dziećmi w kwestii ich przyszłości. Może tak jak ja znajdą swój cel. Dodajcie im wtedy skrzydeł, pracujcie z nimi nad cechami, które mogą w przyszłości zaprocentować. Kiedy nie będą mogli siebie odnaleźć, bądźcie autorytetami lub taki autorytet im wskażcie, a wówczas podziw połączony z praktycznym zmysłem może zaprocentować fantastycznymi życiowymi decyzjami. Serdecznie do tego zachęcam.


Jak wspomniałem, próbuję znaleźć tembr głosu, który rezonowałby z czytelnikami Doctor Avocado, skupionymi przede wszystkim wokół Klary. Chciałbym, żeby moje gościnne wpisy sprawiały Wam przyjemność, dlatego docenię wszelkie opnie i konstruktywną krytykę pojawiającą się pod tym i kolejnymi wpisami. 

Merci,
Kamil aka Mr. Strawberry

2 thoughts on “Dlaczego nie zostałem dentystą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *