Gap Year

Gdyby 3 lata temu ktoś mi powiedział, że napiszę to, co za chwilę przeczytacie, wyśmiałabym go. Powiedziałabym temu komuś, żeby puknął się w głowę. Spojrzałabym na niego z troską i zapytała, czy dobrze się czuje. Zaciekawieni?

Dzisiaj bierzemy na warsztat słynny “gap year”, czyli po prostu roczną przerwę w nauce między liceum a studiami. Z czym się zwykle kojarzy? Po pierwsze, z Amerykanami, którzy wyruszają w podróż z plecakiem po Europie. Klasyk. A po drugie? Z poprawianiem matury, co dla niektórych jest równoznaczne z końcem świata. Z moich doświadczeń wynika, że tak naprawdę największy stres nie jest spowodowany maturą samą w sobie, tylko tym, co przychodzi potem – wszechogarniającą niepewnością. Pojawiają się dylematy, wątpliwości i pytania bez odpowiedzi. Czy się dostanę na jakąkolwiek uczelnię medyczną? A może wyniki okażą się katastrofalne i nigdzie mnie nie przyjmą? A jeśli będę musiała jechać na drugi koniec Polski, bo tylko tam będzie dla mnie miejsce? Może już lepiej by było zostać w domu i spróbować jeszcze raz…

3 LATA TEMU

…Zostać w domu?! Ale jak to W DOMU? Przecież dorosłość czeka! I co ja będę robiła przez tyle miesięcy? Oszaleję, powtarzając materiał od początku. Nie wyobrażam sobie, że mogę przyswoić go lepiej, przecież dałam z siebie wszystko w tym roku. Może poszłabym na inny kierunek, pokrewny medycynie? Biologia? Nie, bez sensu, tylko by mnie to dekoncentrowało. Ale przecież muszę przebywać między ludźmi, a znajomi rozjadą się po całej Polsce. Nie będą mieli czasu na spotkania. Poza tym, choć z całego serca kocham moją rodzinę, rok w domu byłby zwykłą wegetacją lub co gorsza cofnięciem się w rozwoju. Czy w ogóle można się cofnąć w rozwoju? Dobre pytanie. Tak czy inaczej, trzeba się usamodzielnić. To może jakaś praca? Nie, lepiej oszczędzać siły. Miałabym związane ręce i codziennie wracałabym zmęczona, co mogłoby negatywnie wpłynąć na mój wynik za rok. Nie, nie, nie, to nie jest rozwiązanie. Ratunku!

Ale był ze mnie filozof, co? Sama się dziwię, że udało mi się podjąć w życiu chociaż jedną decyzję. Najgorsze, że to akurat wcale się nie zmieniło i wciąż namiętnie wszystko analizuję, nawet jeśli chodzi o coś tak banalnego jak zamówienie pizzy. Grube ciasto czy cienkie? Hawajska czy Capriciosa? W sumie zjadłabym taką z szynką parmeńską i rukolą, ale będzie niedobra w dostawie. To może lepiej pojechać zjeść w lokalu? Hmm, chyba jednak zrobię sałatkę z tego, co mam w lodówce….

Koniec jedzeniowej dygresji. Wracamy do tematu Gap Year. Teraz zupełnie inaczej o tym myślę. Nie mogę powiedzieć, że żałuję, że tego nie doświadczyłam, bo to by było niemalże bluźnierstwo. Rok w rok tysiące osób marzą o tym, żeby dostać się na medycynę, a ja sobie wymyślam jakieś przerwy. Mam jednak nieodparte wrażenie, że mogłaby mi się przydać, zważywszy, że maturę pisałam jeszcze przed 18-stką i mówiąc wprost, nie miałam w sobie dojrzałości niezbędnej do oceny swojej pozycji w życiu. Mogę jedynie pozazdrościć tym, którzy mieli ją w tym wieku. Niewątpliwie po ponownym podejściu do matury i roku bycia skazaną na “domową wegetację”, poszłabym na studia (te same albo inne) z większą świadomością swojego wyboru. Zabrakło mi czasu na upewnienie się, czy aby na pewno idę w dobrym kierunku. Mało tego, zabrakło mi czasu, żeby się rozejrzeć przed przejściem przez tak szeroką ulicę. Już wtedy miałam pewne przebłyski tego, czym to grozi, ale szłam, a raczej biegłam, mając klapki na oczach, byle do przodu, byle szybciej, mając nadzieję, że po drodze nie potrąci mnie żaden samochód. Bałam się, że jeśli będę za długo dywagować, tramwaj jadący w stronę mojej przyszłości nie poczeka i ucieknie mi sprzed nosa. Zignorowałam więc znaki ostrzegawcze i brnęłam dalej. Dużo później, dopiero po dwóch latach, poczułam tego konsekwencje. Im z pewnością poświęcę oddzielny wpis.

Wciąż nie uważam, że rok po liceum powinno się przeznaczyć na “doświadczanie”, “poznawanie świata” i “przekraczanie własnych granic”, choć przyznam, że to brzmi bardzo poetycko. W popkulturze już od kilku lat obserwuje się takie neohipisowskie tendencje. Kto po tylu miesiącach nauki nie chce poczuć wiatru w żaglach i zasmakować wolności? Myślę jednak, że jeśli ktoś rzeczywiście ma taką potrzebę, znajdzie w życiu lepszy moment i szczególnie w tej kwestii nie warto ślepo podążać za modą. To może się wydawać mało nowoczesne, ale wciąż wierzę w siłę wykształcenia i w to, że młodość to odpowiedni czas, żeby je zdobywać. Ważne, żeby zachować przy tym pewną elastyczność. Jeśli macie w głowach myśl o medycynie, o aktorstwie czy o byciu kosmonautą i okaże się, że najbliższej jesieni nie będziecie mieli szansy, żeby ten plan wcielić w życie, zastanówcie się, czy to nie jest przypadkiem dobry moment, żeby przemyśleć alternatywy. Ale uważajcie, bo czasem los lubi nas podpuszczać i testować naszą determinację. Sami musicie ocenić, ile jesteście skłonni poświęcić. Proponuję spojrzeć na to jak na podniesiony most zwodzony. Spieszycie się? Trudno. Przeklnijcie pod nosem, zaczerpnijcie powietrza, rozejrzyjcie się i wreszcie zdecydujcie – czekacie, czy jedziecie inną trasą?

3 thoughts on “Gap Year

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *