Inteligentna inaczej

„Oh, screw beautiful. I’m brilliant. If you want to appease me, compliment my brain.”

Christina Yang, Grey’s Anatomy


Był taki czas, kiedy myślałam, że jestem głupia. Nie „głupia”. Głupia-głupia. Mało inteligentna. Niezbyt mądra. Mało zdolna. Miałam takie okresy w gimnazjum, miałam je w liceum i mam nawet, a może raczej szczególnie teraz, choć jestem bliżej końca studiów niż początku. Skąd takie myśli u uczennicy ze średnią nieschodzącą poniżej 5,5? Dlaczego ktoś po czterech latach studiowania medycyny nadal wątpi w swoje możliwości umysłowe?

Wszystko zaczęło się od… matmy. W gimnazjum miałam surową nauczycielkę, Wzorowym pedagogiem to bym jej nie nazwała. Lubiła czasami prześmiewczo obnażyć czyjąś niewiedzę przy tablicy, doprowadzić ucznia do płaczu czy zadawać zadania dużo trudniejsze niż zakładał program, żeby udowodnić, że nic się nie uczymy. Może i miała dobre intencje, podnosząc nam poprzeczkę, ale bywała przy tym tak złośliwa, że po kilku tygodniach do sali wchodziliśmy jak na ścięcie, modląc się, żeby tylko nie było kartkówki. Baliśmy się tych lekcji. Na pierwszym sprawdzianie okazało się, że uczniowska śmietanka, kwiat olsztyńskiej młodzieży zgromadzony w najlepszej klasie w najlepszej szkole w województwie nie radzi sobie z królową nauk. Posypały się jedynki, dwójki, trójki. Oceny, które w podstawówce praktycznie nie istniały, zaczęły regularnie pojawiać się w dzienniku. Kiedy pod koniec semestru bezlitosny system elektroniczny wyliczył średnią ważoną, polały się łzy. W tym moje.

Uczeń: Klara Kowalczyk

Ocena proponowana: ¾

Jak ja to przeżywałam. Wiadomo, że trójka to żadna tragedia, ale pierwsza gimnazjum to były czasy przejmowania się ocenami. Nie wiedziałam, co jest ze mną nie tak. Siedziałam wieczorami z tatą, robiliśmy razem zadania, nieraz kłócąc się przy tym zaciekle. Wydawało mi się, że coś umiem i rozumiem, a i tak dostawałam 4- i pełne pogardy spojrzenie nauczycielki w pakiecie. Po pewnym czasie dotarło do mnie, że muszę być wyjątkowo beznadziejna z matmy, skoro nawet po porządnym przygotowaniu nie jestem w stanie osiągnąć progu piątki. A to był wyrok. Miałam kiepskie oceny z matmy, czyli jestem głupia, bo matematyka to przecież logiczne myślenie.

Zaraz, zaraz… Na świadectwie od góry do dołu piątki i szóstki z jednym wyjątkiem, skąd więc ten szalony wniosek? Otóż w mojej szkole matematyka była prawdziwą królową nauk. Taka była tradycja. Sukcesy w konkursach matematycznych były „więcej warte” niż te osiągane na innych polach. A czy wspomniałam, że moja matematyczka była jednocześnie dyrektorką? Mogłam zapomnieć. Geniusze matematyczni zawsze mieli pierwszeństwo. Ten jest mądry, kto jest dobry z matmy. Nawet, jeśli nie potrafi napisać wypracowania. Nawet, jeśli duka na lekcjach angielskiego, a klasówki z historii pisze na „trzy z dwoma”.

I tak przez dobre 3 lata myślałam, że brak sukcesów z matmy oznacza, że jestem głupia. Dlaczego tylko trzy lata? Bo jak poszłam do liceum, matematyka przestała być problemem. Setny centyl na świadectwie maturalnym był tego ostatecznym dowodem. Czy to znaczy, że moje IQ nagle wzrosło? Nagle zmądrzałam i zaczęłam myśleć? Nie, po prostu robiliśmy zadania z podstawy programowej bez niepotrzebnego terroru. Ale to nie jest sednem sprawy. Chciałabym natomiast zwrócić uwagę, jak idiotyczne było głęboko zakorzenione we mnie założenie, że liczenie to jedyny wyznacznik umysłowego potencjału człowieka.

Jest 8 typów inteligencji opisanych przez profesora Gardnera z Uniwersytetu Harvarda. Jedną z nich jest rzeczywiście inteligencja logiczno-matematyczna, ale kolejne to językowa, środowiskowa, muzyczna, przestrzenna, ruchowa, inter- i intrapersonalna. Zainteresowanych odsyłam do literatury, gdyż opisanie poszczególnych typów przekracza ramy niniejszego artykułu. Ale czy to nie są wyśmienite wieści? Teraz wszyscy możemy znaleźć w sobie ślady intelektu! Jaka szkoda, że szkoły nie wspierają wielokierunkowego rozwoju.

Skoro już to odkryłam i przekroczyłam progi uczelni wyższej, dlaczego wciąż miewam dni, kiedy czuję, że jestem misiem o bardzo małym rozumku? Studia medyczne to nie matematyka, ale tak samo jak ona wymagają rozbudowanej sieci połączeń neuronalnych. Zdarza się, że nie mogę ogarnąć czegoś umysłem, kiedy o tym czytam. Czasami nie potrafię połączyć faktów w locie i muszę sobie je rozpisać długopisem na papierze. Muszę dłużej się zastanowić, żeby znaleźć w odpowiedniej szufladce w mózgu odpowiedź na dane pytanie. Najlepiej pracuje mi się w samotności w domowym zaciszu i bywa, że blokuję się, będąc częścią zespołu. Czy to znaczy, że nie jestem bystra? Tak, nie? Nieważne! Na szczęście język polski jest bogaty w przymiotniki. Znajdę coś dla siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *