Mobbing na uczelniach medycznych

Wiem, że jest środek sesji. Wiem, że jest środek tygodnia i wszyscy jesteśmy myślami przy długim weekendzie. Ale to nie jest zwykły artykuł – to reakcja na nadużycia, wobec których nie mogę i nie chcę pozostać obojętna.

Łatwo jest mówić o pożarach w Australii i nawoływać do zbiórek na ratowanie lasów. Bo kto nie zmięknie na widok małego kangura w płomieniach… W dobrym tonie jest teraz wsparcie środowiska czarnoskórych w USA, choć podejrzewam, że głębi duszy tak jak ja oddychacie z ulgą, że Was bezpośrednio to nie dotyczy. Dużo trudniej jest mówić i pisać o tym, co zwykle zamiata się pod dywan, czyli o tym, co dzieje się na naszym własnym podwórku. I nie chodzi tu o polskie podwórko polityczne i krytykowanie rządu. To zbyt ogólne moim zdaniem – nie ta skala dla przeciętnego człowieka. Prawdziwej odwagi wymaga reagowanie na to, co się dzieje na naszych oczach, w naszym najbliższym otoczeniu. W moim przypadku są oczywiście uniwersytety medyczne. Mówienie o niewygodnych sprawach w lokalnej społeczności ponosi za sobą konsekwencje. I mam nadzieję, że tym razem tak się stanie.

Co mnie tak natchnęło? W ostatnim czasie na fanpage’u ŚUMemes, który poświęcony jest śmieszno-strasznym żartom o “przygodach” studentów kierunków medycznych w Katowicach, pojawił się post z anonimowo nadesłanymi historiami dwóch studentek Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, które doświadczyły oczywistych nadużyć na tle seksualnym ze strony pracowników uczelni. Nie podały nazwisk swoich ani sprawców, ale podzieliły się wspomnieniami, które na pewno są dla nich bolesne, jeśli nie traumatyczne.

Zastanawiam się, co było bardziej niepokojące, czy sama treść tych wypowiedzi, czy to, że wydały mi się bardzo realne i pomyślałam sobie “No tak, takie rzeczy się dzieją, co zrobić.” Przecież to obrzydliwe. Co więcej, pod postem pojawiła się seria równie zatrważających komentarzy, w których kobiety- studentki i absolwentki opisywały swoje doświadczenia z przeszłości. Tutaj zachęcam do lektury, dreszczyk emocji murowany. Ostrzegam jednak, że nie będą to emocje pozytywne. Dlaczego takie rzeczy się dzieją? Dlaczego wykładowca może położyć studentce rękę na udzie i uśmiechnąć się zachęcająco? Kto daje profesorom prawo do komentowania wyglądu dziewczyn i chłopców uczęszczających na ich zajęcia? Dlaczego asystencka ręka może “omsknąć się” i “przypadkiem” trafić na  kobiece, a czasami męskie pośladki? Chciałabym, żeby moja ręka mogła się tak omsknąć na twarz tej osoby, przypadkiem zostawiając na niej soczysty czerwony ślad.

Na uczelniach medycznych nie może być przyzwolenia na takie zachowania. Naturalnie, nigdzie nie powinny one mieć miejsca, ale uczelnie medyczne to wyjątkowo żyzny grunt, bo pracują tam “ważni ludzie” i stawka jest wysoka zarówno dla nich, jak i dla studentów. Jak wszędzie mamy patriarchat, kumoterstwo i nepotyzm. Student w tym wszystkim ginie, a “ważni ludzie” są do pewnego stopnia nietykalni. Co ich chroni w przypadku popełniania wykroczeń? Zwykle brak świadków i relacja “słowo przeciwko słowu”, a oprócz tego nieprzystępność władz uczelni, które nie ułatwiają rozwiązywania studenckich problemów. Bo jeżeli zgłaszanie przez społeczność studencką jawnych niesprawiedliwości nie przynosi efektów, to co dopiero próba werbalizacji przez pojedynczą osobę delikatnej sprawy, na którą nie ma twardych dowodów. Wsparcie uczelni w takim wypadku to fikcja. Zaleca się wyrażenie swojego zdania w ankiecie studenckiej pod koniec roku, ale czy rzeczywiście ktoś przeprowadza jakieś dochodzenie? Wiele miesięcy po fakcie? Na podstawie anonimowych relacji? Nie sądzę.

Mówi się o mobbingu w kontekście korporacyjnych wynaturzeń. Ale przecież uczelnia stwarza system analogiczny, w którym prowadzący to szef. Szef toksyczny, który rozdaje łaski, nagrody i kary. Owszem, studenci to nie bezbronne owieczki, tylko dorośli ludzie z wolną wolą, ale zauważmy, że ich być albo nie być na uczelni przez kilka lat zależy niejako od dobrej lub złej tych “ważnych ludzi” z wysokimi stopniami naukowymi. Tylko, że ten temat jakoś gorzej się sprzedaje niż obnażanie postępków grubych ryb świata biznesu.

Czy ten problem dotyczy tylko katowickiej uczelni? Zdecydowanie nie. Każda skrywa jakieś trupy, nie tylko w prosektorium. Czy zdarzyło mi się na WUMie coś podobnego do horroru opisanego przez studentki ŚUM? Na szczęście nie. Ale to nie znaczy, że wszystko zawsze było w porządku. W ciągu tych pięciu lat pewni asystenci i asystentki manifestowali swoją władzę w sposób, który zwyczajnie doprowadzał mnie (i innych studentów) do furii albo płaczu z bezsilności. Bo należy podkreślić, że nadużycia nie dotyczą tylko sfery seksualnej. Dręczenie studentów to nie żartobliwe określenie, tylko fakt, który nazywa się fachowo przemocą psychiczną. Nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Argumenty z cyklu “szkoła życia”, “hartowanie” czy “przygotowanie do zawodu” są zwyczajnie nieludzkie, więc proponuję schować je głęboko do szuflady i nigdy więcej nie przytaczać ich w żadnej dyskusji.

Na koniec chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do nagłośnienia sprawy ŚUMu. To naprawdę ważny temat. Jeżeli Wy, Czytelnicy i Czytelniczki macie swoje historie, które powinny ujrzeć światło dzienne, ale boicie się o swoją pozycję na uczelni, bez wahania skontaktujcie się ze mną w dogodny dla Was sposób. Możemy wspólnie pomyśleć, co z tym dalej zrobić. Zależy mi, żeby mówić głośno o takich rzeczach i walczyć z niesprawiedliwymi praktykami, które jak się okazuje wcale nie są takie rzadkie.

5 thoughts on “Mobbing na uczelniach medycznych

  1. Po pierwsze, sytuacje nie dotyczą wyłącznie Katowic. SUM ma wiele wydziałach w różnych miastach – Zabrzu, Sosnowcu, Bytomiu…
    I niestety obawiam się, że przez to, iż sprawa dziewczyn z ratownictwa jest najbardziej oburzająca dla czytelników (oczywiście słusznie), to pozostałe historię mogą zostać zapomniane :(
    I ostatnia uwaga: SUM, a nie ŚUM.
    Dzięki za artykuł.

    1. Dziękuję Ci! Cieszę się, że temat został wreszcie poruszony na szerszą skalę. Oby coś z tego trafiło do władz uczelni!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *