Pediatria dobra dla kobiety?

Kiedy dzielę się z kimś swoimi planami na przyszłość i mówię, że rozważam zajęcie się pediatrią, często słyszę: „O, to taka dobra specjalizacja dla kobiety.” I za każdym razem muszę gryźć się w język, bo ta fraza działa na mnie jak płachta na byka.

Co to znaczy dobra dla kobiety? Czy powinnam być dumna ze swojego wyboru? Wpisałam się w jakieś normy? Co mam rozumieć przez taki komentarz? Co mogę odpowiedzieć? Niektórzy przedstawiają sprawę jaśniej, dodając: „Kobiety zawsze ciągnie do dzieci.” albo „Będziesz miała czas na prowadzenie domu.” Ludzie kochani, bądźmy bardziej nowocześni… Kogo ciągnie do dzieci, tego ciągnie. Mnie ciągnie nie dlatego, że jestem kobietą, tylko dlatego, że opieka nad małym pacjentem będzie dawała mi więcej satysfakcji niż praca na oddziałach dla dorosłych. A prowadzenie domu? Lekki anachronizm. Domu nie prowadzi się już w pojedynkę. Najbardziej boli mnie, kiedy takimi “złotymi radami” obdarowują mnie inne kobiety, często dojrzałe. Rozumiem, że mają pewne doświadczenie życiowe, ale drogie panie, trochę więcej wiary we własną płeć. Dajmy sobie przestrzeń do podejmowania własnych decyzji.

 

Nie wiem, dlaczego w sytuacji różnicy w aspiracjach i poglądach niektórzy tak usilnie próbują sprowadzać innych na ziemię, tłumacząc, że to wszystko mieści się w ramach przygotowania do życia w brutalnym świecie. To brzmi jak zwykłe podcinanie skrzydeł… Nie jestem jedną z tych osób, które czarują rzeczywistość i codziennie rano powtarzają sobie przed lustrem, że są urodzonymi zwycięzcami, ale mam pewne ambicje i przykro mi, gdy ktoś przewraca oczami, uznając je za uderzającą do głowy wodę sodową.

 

W liceum spotkałam się z nauczycielkami, a na uczelni z asystentkami, które w sposób mniej lub bardziej bezpośredni tępiły dziewczyny. Bo blondynka, bo zadbana, bo wysoka, bo szczupła, bo nosi obcisłe ubrania. Hołubiły natomiast chłopców, którzy jawili im się jako rozsądni, poważni, pracowici. W zasadzie miały do tego większą tendencję niż męska część grona pedagogicznego. Dlaczego kiedy chłopak ma dobre oceny mówi się, że jest inteligentny, a kiedy dziewczyna, to znaczy, że po prostu dużo się uczy? Ile razy już słyszałam, że chłopak X, który poszedł na Politechnikę jest bardzo mądry, a ja mam tylko dobrą pamięć… Znaczy, że jestem głupia, czy jak?

 

Każdy ma predyspozycje do innych rzeczy. Faktycznie, nie nadaję się na chirurga, bo nie dałabym rady stać przy stole i godzinami grzebać w ludzkim ciele, ale mam koleżanki, które nie mogą się tego doczekać. Nie będę ortopedą, bo mam rączki jak patyczki, ale są dziewczyny, które są bardziej krzepkie niż niejeden chłopak. A nauka? To nie tak, że dziewczyny siedzą całymi dniami i robią notatki, a ich koledzy raz przeczytają skrypt i już wszystko wiedzą. Wierzcie lub nie, ale chłopcy też czasami robią notatki. Też używają zakreślaczy. I też zostają pediatrami.

 

Przy wyborze specjalizacji zamierzam kierować się tym, jakie mam w życiu potrzeby i jaką jestem osobą. To kwestia bardzo indywidualna, a zamieszanie, jakie związane jest z podejmowaniem tej decyzji i życzliwe doradzanie przy rodzinnym stole to temat na osobny artykuł. Większość studentów tak naprawdę do ostatniej chwili nie wie do końca, w jakim kierunku pójdzie. Niewykluczone, że sama zmienię zdanie jeszcze 10 razy, poznawszy nieco lepiej specyfikę pracy na różnych oddziałach, ale jedno jest pewne – moje dwa iksy nie będą miały z tym nic wspólnego.

5 thoughts on “Pediatria dobra dla kobiety?

  1. Czegoś nie rozumiem…

    Sama zauważasz tendencję, która jest jak najbardziej naturalna i wynika jednak z dwóch iksów, lub ikso-igrekowej kombinacji. Sama mianowicie ortopedię i chirurgię wymieniasz w gronie specjalizacji, na których poradzi sobie mniej absolwentek niż absolwentów, i piszesz o tym w tonie „ja nie dałabym rady”, bo tam trzeba być krzepkim, silnym, stać nad stołem, specka dla wybranych, bo trzeba mieć męskie cechy.

    O Pediatrii piszesz natomiast tak, jakbyś się musiała z tego wyboru tłumaczyć, wstydzić go tak, że aż powstał ten wpis, bo pediatria to opiekuńczość, cierpliwość, troska, to cechy kobiece, a może raczej „niemęskie”.
    Słowa „dobre dla kobiety” odbierasz mam wrażenie jako „złe”, albo „gorsze” i to raczej Twoja interpretacja Cię drażni, a nie samo sformułowanie. Nie zauważasz, że część absolwentów XY nie idzie na pediatrię, bo brakuje im wyrozumiałości i innych cech bardziej „kobiecych” niż krzepkość.

    Że to przeciętny mężczyzna częściej jest skłonny do ryzyka od przeciętnej kobiety – jest chyba bezsprzeczne. Że przeciętna kobieta bardziej sobie ceni bezpieczeństwo i stabilizację, że mężczyzna jest silny, kobieta uczuciowa, różnic jest cała masa i archetyp obu płci wynika po części tylko z naszej kultury, ale przede wszystkim z biologii.
    I nie mówmy tutaj o jednostkach, indywidualnościach, tylko o ogólnej tendencji. Argument „Skłodowska dostała Nobla z fizyki” nie dowodzi temu, że populacja kobiet to znakomite fizyczki.

    Wiadomym jest, że wybory podejmujemy indywidualnie, wszyscy się różnimy i kobieta ortopeda, albo mężczyzna neonatolog mają prawo być kim chcą, ale można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w pokoju lekarskim na oddziale spotkają w większości płeć przeciwną.

    Może po prostu nie udawajmy, że różnic między płciami nie ma, zaakceptujmy je i nie czujmy się gorsi przez iksy i igreki, niech kobiecość będzie na równi z męskością, nie twórzmy podziałów na specjalizacje lepsze i gorsze tylko dlatego, że wymagają one innych cech i predyspozycji od lekarza.

    + już na sam koniec, mi częściej zdarzało się jednak spotykać z opiniami, że na egzaminach ustnych, szczególnie u egzaminatorów XY to dziewczęta mają łatwiej (właśnie ze względu na swoje „dziewczęce” cechy), zaś studenci odpytywani przez egzaminatorki często pokutują za wspomniane przez Ciebie przeświadczenie o kombinacji zdolności i lenistwa, widać punkt widzenia zależy od punktu patrzenia

    1. 1. Siła to nie jest męska cecha. Ja jej nie mam, bo nigdy szczególnie nie pracowałam nad swoim ciałem, ale nie roszczę sobie prawa do generalizowania- to, że ja tego nie robiłam, nie znaczy, że inne dziewczyny są nieprzygotowane wydolnościowo do zabiegowych specjalizacji. Nie każdy mężczyzna jest krzepki, a nie każda kobieta opiekuńcza. Świat nie jest czarno-biały, nie zgadzam się z takimi uproszczeniami. Dlatego powstał wpis.

      2. Wstydzę się pediatrii? Przeciwnie, mówię głośno o swoim wyborze. Nie lubię po prostu, kiedy ktoś, słysząc to kiwa głową z aprobatą i mówi, że to lekka specjalizacja, dzięki której w przyszłości nie zaniedbam „obowiązków” wobec męża i dzieci. A wierz mi, często się to zdarza.

      3. Również jestem za tym, żeby nie tworzyć podziałów na specjalizacje lepsze i gorsze, ale obawiam się, że taki podział funkcjonuje. Nikomu ze środowiska medycznego nie jest obce jakże wymowne parsknięcie śmiechem ze strony rozmówcy, kiedy przyznaje się, że chce iść na przykład na medycynę rodzinną… I chyba oczywistym jest, że inny jest prestiż neurochirurga, a inny lekarza rodzinnego, co ma odzwierciedlenie w zarobkach. A gdzie na tej skali znajduje się pediatria? Specjalizacje, które określasz jako „kobiece” dziwnym trafem nie są tak poważane jak te „męskie”.

      4. Jeśli komuś brakuje cech takich jak wyżej wspomniana opiekuńczość, cierpliwość czy wrażliwość to chyba nie sprawdzi się w żadnej specjalizacji (może oprócz patomorfologii i radiologii) bez względu na płeć.

      Nie zgadzamy się, ale dziękuję Ci za tak wartościowy komentarz! Dobrze jest widzieć, że czytelnicy nie podchodzą bezrefleksyjnie do tego, co piszę…

  2. Dzięki za odpowiedź i również pozwolę sobie odpowiedzieć,

    1. Siła to mimo wszystko jest męska cecha (tym bardziej jeśli mówimy o sile fizycznej) jeśli hiperbolizując – mężczyzna w średniowieczu to rycerz, a kobieta to księżniczka. Żyjemy jako spadkobiercy tamtego kodu kulturowego, a on się wziął z niczego, z czystej biologii, chromosomów, hormonów…

    W moim komentarzu nie odnoszę się do jednostek, ale do ogólnej tendencji w populacji, nie da się zaprzeczyć temu, że więcej będzie silnych mężczyzn niż kobiet i to pośrednio przełoży się na przewagę liczebną ortopedów panów nad paniami. Osoby, które mówią o pediatrii „O, to taka dobra specjalizacja dla kobiety.” generalizują w podobny sposób tylko w drugą stronę opierając się na innych cechach i ja nie uważam, że to coś złego.

    Zauważ, że nie mówię, że nie ma dziewczyn wydolnościowo przygotowanych do zabiegówki, zwracam jedynie uwagę, że będzie ich relatywnie mniej od chłopaków. Piszesz „Świat nie jest czarno-biały, nie zgadzam się z takimi uproszczeniami.”, a dla mnie to wygląda na próbę walki ze statystyką w imię poprawności politycznej.

    2. Może wrażenie Twojego wstydu wywarły na mnie słowa „drogie panie, trochę więcej wiary we własną płeć”. Tak jakbyś się bała, że jesteś posądzana przez inne kobiety o pójście „łatwiejszą” – pediatryczną drogą z pobudek pragmatycznych, a nie przez własne chęci i zainteresowania. Może wstyd to złe słowo – jeśli tak, to przepraszam

    3. Wiadomym jest, że są specjalizacje postrzegane za lepsze i gorsze, łatwiejsze i trudniejsze, wystarczy spojrzeć na liczbę miejsc rezydenckich, progi umożliwiające specjalizowanie się, to jest zrozumiałe i w jakimś tam stopniu zasadne. Raczej mam na myśli nieprzypisywanie wyższości specjalizacji tych bardziej zmaskulinizowanych nad bardziej sfeminizowanymi i odwrotnie.

    4. Pełna zgoda, z tym że nie ma osób zupełnie pozbawionych takich cech jak opiekuńczość, cierpliwość czy wrażliwość, są za to osoby o różnym stopniu ich nasilenia i to od tych charakterologicznych akcentów w głównej mierze będą zależeć wybory specjalizacyjne przyszłych lekarzy.

    Pozdrowionka

  3. No cóż,wybór specjalizacji pediatrycznej,to wybor drogi przez mękę.Maluchy nie potrafią opisać dolegliwości…Za to rodzice oj,oj w nadmiarze instruują medyka,świadcząc tym samym o rozległej znajomości pediatrii i nie tylko/wikipedia kłania się nisko/. Wiem coś o tym od zaprzyjażnionych pediatrów.Ta dziedzina medycyny jest właśnie dla silnych chłopów.Jeno oni nie ujawniają swych możliwości.Wolą brylować przy operacjach,zwłaszcza premierowych w skali kraju ,jeszcze lepiej świata.C B D O.

    1. Niestety, sama prawda. Ale liczę, że dam sobie radę! A jak coś nie pójdzie, to zawsze można zwrócić się ku dermatologii. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *