Pokonać sesję

Witajcie po krótkiej przerwie! Sesja letnia nareszcie dobiegła końca, a wraz z nią czwarty rok. Po miesiącu intensywnej nauki z ulgą odklejam się od krzesła obrotowego, zamykam książki medyczne i odkładam je na półkę. Ułożone kolorami przeleżą tam całe wakacje, a może nawet dłużej. W październiku ich miejsce na białym biurku zajmą nowe podręczniki: neurologia, okulistyka, ortopedia, onkologia i anestezjologia- wyprawka „piątoklasisty”. Który to już raz zmieniam dekoracje?

Niech pomyślę… Na pierwszym roku w sesji zimowej formalnie nie miałam żadnych egzaminów, a i tak styczeń wspominam jako jeden z najtrudniejszych okresów. Kolokwium końcowe z biofizyki, kolokwium z głowy i szyi, kolokwium semestralne z histologii i szereg drobnych zaliczeń w międzyczasie skutecznie zamieniły mój mózg w mielonkę z galaretką. Sesji letniej na pierwszym roku chyba nie muszę szeroko opisywać. Wystarczy jedno słowo: anatomia. Ewentualnie drobnym drukiem można dodać histologię. Nie pamiętam, kiedy zaczęłam przygotowania. Miesiąc wcześniej? 2-3 tygodnie przed egzaminem? Trudno powiedzieć. Uczyłam się wtedy cały czas. W łazience, przy jedzeniu, w komunikacji miejskiej. Bałam się, że jeżeli przestanę chociaż na chwilę, cała wiedza, którą udało mi się przyswoić, natychmiast wyparuje. I wiecie co? I tak wyparowała, bo to nie była efektywna nauka. Była chaotyczna i niepogłębiona. Do tego doszedł stres, dlatego z anatomii nie pamietam prawie nic. Czy sesja musi tak wyglądać?

Drugi rok przyniósł pod choinkę cytofizjologię. Dziwny przedmiot, niezbyt lubiany przez studentów. Przypadkowe cyfry i litery połączone w kinazy i czynniki transkrypcyjne za nic w świecie nie chciały układać się w naszych zmęczonych głowach. Kolejna porcja materiału skazana na zapomnienie, którą trzeba było bezrefleksyjnie wkuć. Fuj. Czerwiec natomiast miło mnie zaskoczył. Fizjologia, która jako pierwsza wymagała czegoś więcej niż terabajta wolnej pamięci tojedna z moich ulubionych nauk przedklinicznych. Trzeba było trochę pomyśleć, przeanalizować pewne zależności i wykorzystać posiadaną wiedzę do ich zrozumienia. Oczywiście nie obyło się bez stosownej dawki wiedzy bezużytecznej. Nauka biochemii skutkowała złamaniami wieloodłamowymi języka, a immunologii ciężkim odwodnieniem mózgu spowodowanym nadmiarem interleukin. Ale było lepiej niż poprzednim razem. Systematyczna praca przyniosła efekty- pierwszy raz na studiach dostałam stypendium.

Sesja zimowa na trzecim roku uraczyła studentów WUMu parazytologią i genetyką. Przedmioty raczej małego kalibru, ale dość upierdliwe, bo zabierały cenny czas, który chciałoby się przeznaczyć na naukę farmakologii. To ona była królową sesji letniej i tak naprawdę całego trzeciego roku. Nie patomorfologia, nie mikrobiologia. Legendarna farma. Trzeci rok był jak sesja ciągła. Nonstop na najwyższych obrotach. 7 kolokwiów z patomorfologii, 3 wielkie kolokwia z farmakologii, 3 spore z mikrobiologii i co 2-3 tygodnie zaliczenia bieżących bloków. Czerwiec był tylko zwieńczeniem tych wysiłków, bo różnica między codziennością a okresem egzaminacyjnym była właściwie nienamacalna. Część osób jest zdania, że trzeci rok jest jeszcze gorszy niż pierwszy właśnie przez ten brak oddechu między kolejnymi testami i wzrastający poziom trudności przyswajanego materiału. Mimo wszystko w moim odczuciu szala pozostaje po stronie anatomii, przede wszystkim dlatego, że wtedy ucząc się, łowiłam ryby bez wędki, podczas gdy na trzecim roku miałam już wędkę, sieci, a nawet kuter rybacki. Wiedziałam, że sobie poradzę.

Doświadczenia z poprzednich lat pozwoliły mi inaczej spojrzeć na tegoroczną sesję. Po pierwsze, wiedziałam, że muszę podejść do tematu metodycznie, żeby uniknąć powtórki z I roku i zapanować nad sytuacją- zacząć odpowiednio wcześnie, najpierw przerobić najważniejsze zagadnienia, a potem uzupełniać luki szczegółami. Nigdy odwrotnie. Po drugie, uruchomiłam myślenie, które okazało się moim sprzymierzeńcem na II roku. Starałam się drążyć niejasny temat, nawet jeśli kosztowało mnie to więcej czasu i wysiłku. To zawsze procentuje. I wreszcie, wiedziałam, że skoro na III roku przebrnęłam farmakologię, to lepiej lub gorzej, prędzej lub później, ale poradzę sobie z każdym kolejnym przedmiotem rzuconym mi pod nogi. Przejęłam kontrolę i pokonałam sesję. Mam nadzieję, że udało się to wszystkim studentom czytajacym ten artykuł. Pora na zasłużone wakacje!

2 thoughts on “Pokonać sesję

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *