#studygram, #medstudent

Ludzie podśmiewują się ze studygramów. I wcale się nie dziwię, bo jak się spojrzy z zewnątrz na to, co wyprawiają w social mediach, można się złapać za za głowę. Wstawiają zdjęcia swoich flamastrów, notatek i książek, chwaląc się nimi, jakby byli w podstawówce. Raz, dwa razy w tygodniu, a nawet codziennie. O co chodzi? To nie jest fajne, to nie jest cool. Przecież Instagram służy głównie do tego, żeby wrzucać swoje zdjęcia z podróży, ewentualnie selfie z wyjścia do teatru z przyjaciółmi. To taki album estetycznych momentów, o których chce się pamiętać i, co równie ważne, które chce się pokazać reszcie świata. Po co więc raz po raz uwieczniać swoje zabałaganione biurko?

Wśród polskich kont studygramowych prym wiodą przyszli lekarze i prawnicy. Niektórzy zaczynają od ósmej klasy, inni od liceum, jeszcze inni wchodzą w ten świat dopiero na studiach. Co im nagle strzela do głowy? Nie mają lepszych rzeczy do roboty? Otóż nie, nie mają. Dla nich, a właściwie dla nas, bo Doctor Avocado jest identyfikowany jako studygram, nauka jest ważna. Bardzo ważna, bo definiuje to, kim jesteśmy i kim się staniemy. Jesteśmy dumni z tego, że dzień po dniu siadamy przy tym zabałaganionym biurku i robimy kolejną notatkę, czytamy kolejny rozdział, robimy 50 zadań. I nie wstydzimy się tego celebrować.

Wydawać by się mogło, że sam koncept dość łatwo zrozumieć. Tak działa cała blogosfera i tak naprawdę cały Instagram. Jak ktoś lubi podróże – wstawia zdjęcia z każdej wycieczki. Jak ktoś lubi czytać – dzieli się odczuciami po przeczytaniu nowych powieści. Jak ktoś lubi koty, to dodaje zdjęcia kotów i chwała mu za to. No a jak ktoś lubi się uczyć? Niestety niektórzy w tym momencie nie łapią analogii. Nie rozumieją, więc się wypowiedzą, jak to zwykle bywa, szczególnie w Internecie. Znajomi i nieznajomi pod fałszywym pseudonimem zostawią niemiły komentarz pod zdjęciem, wyślą prywatną wiadomość z milusią wiązanką na Twój temat, a potem obgadają Cię na forum, wyśmieją i wykpią w towarzystwie. I teraz to ja nie rozumiem, dlaczego to tak gryzie w oczy? Bardziej niż książki, podróże i koty. Co to komu przeszkadza? Czy studygramy robią komuś krzywdę? Nie interesuje Cię ta tematyka? Nie ma problemu, nie obserwuj, nie czytaj. Ale nie mieszaj z błotem i nie wytykaj palcami, bo wtedy stajesz się złośliwym oprawcą.

Żeby zrozumieć sens studygramów, trzeba uświadomić sobie, że tak naprawdę to nie jedno konto, a cała społeczność. Motywujemy siebie nawzajem, dodajemy sobie otuchy, gratulujemy sukcesów, doceniamy ciężką pracę. Ilekroć wchodzę na Instagrama i widzę, jak ktoś co tydzień imprezuje i lata po świecie, codziennie kupuje nowe ubrania albo dzieli się kamieniami milowymi swoich pociech, uświadamiam sobie, że to nie jest mój świat. Przepraszam, szanuję, ale nie chcę się tym otaczać. Nie chodzi o zazdrość, lecz o to, że jeśli mogę kontrolować docierające do mnie komunikaty, wolę postawić na coś innego. Bo kiedy widzę na zdjęciach, że osoba A dzisiaj się uczy do kolokwium, a osoba B postawiła sobie za cel zrobienie fiszek z francuskiego, czuję się jak w domu, wśród swoich. 1,5 roku w sieci pokazało mi, że nie tylko ja tak to odbieram. Dostaję mnóstwo wiadomości, w których dziękujecie mi za to, że piszę to, co piszę i robię to, co robię. Bo wchodzicie na swojego Instagrama i widzicie, że jest przynajmniej jedna osoba, która się dzisiaj nie wyspała tak samo jak Wy, która jest zakopana w robocie tak jak i  Wy i która nie wiedzie życia pełnego przygód przez cały rok, tak jak większość świata. Cieszę się, jeśli tą osobą mogę być ja. 

Naturalnie jest też druga strona medalu. Można wysnuć błędne wnioski, obserwując studygramy. Na przykład, że nonstop się uczą. Nie jedzą, nie śpią, nie wychodzą z domów. Ale zastanówmy się. Czy osoby, które mają blogi podróżnicze nonstop podróżują, a jak już są w danym miejscu, to tylko pozują do zdjęć w malowniczych zakątkach? Czy jak ktoś zbudował swoje konto wokół gotowania, to znaczy, że całymi dniami w kółko gotuje i je, gotuje i je? Jasne, że nie. Nie zapominajmy, że każdy Instagram to tylko wizualna reprezentacja wybranych sfer życia. 

Inną bolączką krytyków jest to, że studygramy są wyidealizowane, jako że nawet wspomniany bałagan na biurku zostaje starannie zaprojektowany tuż przed zrobieniem zdjęcia. I zgadzam się, nie zawsze zdjęcia, które wstawiamy są robione spontanicznie, zwykle, bądźmy szczerzy, nie są. Ale znów. Jak często na social media wstawiacie swoje spontanicznie wstawione selfie? Pierwsze, które zrobiliście, w słabym świetle, bez makijażu, bez obróbki. I co? Okazuje się, że wszyscy lubimy ciut idealizować rzeczywistość. Ja wręcz postawiłam sobie za cel, żeby zdjęcia, które wstawiam były jak najładniejsze i nieprzypadkowe, bo w ten sposób czerpię najwięcej radości z efektów mojej pracy, tak samo jak kucharz w restauracji, który na ładnym talerzu poda pięknie skomponowaną potrawę, a nie chluśnie sosem na puree ziemniaczane jak w szkolnej stołówce.

Zamierzam uczyć się całe życie. Nie żartuję. Jak skończę studia, będę się szkolić w zakresie swojej specjalizacji, może zrobię doktorat, a w międzyczasie będę uczyć się kolejnych języków, pisać i zdobywać kolejne umiejętności. To właśnie jest podróż, którą chciałabym dokumentować. Mam prawo wyboru, więc zdecydowałam, że nie będzie to zdobywanie wszystkich stolic świata ani wypróbowywanie wszystkich kosmetyków z drogeryjnych półek. Każdy lubi coś innego, więc będę zaszczycona, jeśli zechcecie do mnie dołączyć. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *