WUM w koronie, czyli kto odrobił lekcje z pandemii?

Po 6 miesiącach od ogłoszenia pandemii i na samym szczycie jesiennej fali zakażeń koronawirusem studenci tłumnie ruszyli na oddziały szpitalne. Najmłodsze roczniki nie mogą się doczekać nauki badania pacjenta, najstarsze chcą po prostu spokojnie i bezproblemowo skończyć studia. To ostatnie wcale nie jest takie oczywiste, biorąc pod uwagę pewne utrudnienia, którymi uczelnie tak lubią nas zaskakiwać. Podania, podpisy, wnioski, pieczątki… Nigdy nie wiesz, czego Ci brakuje, żeby dopełnić formalności. Dzięki zmianie trybu nauczania pewne rzeczy stały się prostsze, a inne trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. No właśnie, czy niektóre rozwiązania mają szansę pozostać z nami na czasy post-korona? Jak pandemia wpłynęła na jakość studiowania? Pomyślmy…

Na początku będzie miło, bo zaczniemy od rzeczy dobrych. Co dobrego mogła wnieść pandemia do sektora szkolnictwa wyższego? A to, że nareszcie wykłady i seminaria odbywają się online. O tym pisałam w artykule: E-learning – pułapka na leniwych studentów. Każdy, kto choć raz siedział w ciemności na zajęciach na krześle z oderwaną podkładką do notowania w dusznej sali w piwnicy bez okien doceni logowanie się na spotkanie z prowadzącym z miękkiej kanapy. Chociaż akurat ja preferuję formę asynchroniczną, w której seminarium jest nagrane i udostępnione na platformie, a konsultacje z asystentem służące rozwianiu ewentualnych wątpliwości wyznacza się oddzielnie.

Z tym wiąże się kolejne odkrycie. Otóż, gdy odejmiemy poranne seminaria, nagle okaże się, że zajęcia mogą zaczynać się później niż o 8.00, a to oznacza lepsze nastroje studentów, mniej spóźnień i większą aktywność w czasie ćwiczeń. Inną ciekawą opcją jest skumulowanie godzin ćwiczeniowych i realizacja dwóch tygodni zajęć praktycznych w trzy lub cztery dni. W ten sposób zyskujemy kilka wolnych dni do zagospodarowania, co otwiera wiele drzwi. Praca, nauka, wyjazdy, co kto lubi… Można? Można. A na dodatek mamy szansę prześledzić, jak wygląda cały dzień pracy w szpitalu, a nie tylko 1,5-godzinny wycinek z życia lekarza.

Skoro o ćwiczeniach mowa, to dużym plusem obowiązujących restrykcji jest przymusowe zmniejszenie liczby osób w podgrupach klinicznych. Przypisanie pary studentów do jednego asystenta to wymarzone warunki do nauki, nie wspominając o większym komforcie dla pacjenta, który nie musi oglądać plątaniny dwunastu dłoni i sześciu stetoskopów nad swoim ciałem. 

Rozwiązania doczekała się również kwestia wchodzenia na oddział podczas choroby. Czy naprawdę trzeba było globalnego wirusa, żeby uświadomić sobie, że przeziębiony student nie powinien brać udziału w zajęciach przyłóżkowych? Teraz komunikat jest prosty – masz objawy – siedzisz w domu.

To bardziej liberalne podejście mnie cieszy, ale niestety muszę postawić gwiazdkę – nie jest aż tak pięknie. W sytuacji potwierdzenia zakażenia u studenta, obowiązkowo udaje się on na 10-dniową kwarantannę. Może w tym czasie brać udział w seminariach online, ale z wiadomych względów omijają go zajęcia praktyczne. Problem polega na tym, że wszystkie zajęcia, które mu przepadły musi po powrocie odrobić z inną grupą. A w tym czasie ma przecież inny przedmiot. Czyli albo trzeba się jakoś dogadać z kierownictwem zakładów, albo wykształcić umiejętność bycia w dwóch miejscach jednocześnie. Szkoda, że nie ma rozporządzenia, które uregulowałoby tę kwestię nie tylko na czas pandemii, ale też na przyszłość, bo przecież SARS-CoV-2 to nie jedyny patogen, który unosi się w powietrzu – sezon grypowy mamy co roku, a jakoś nikt się wcześniej nie przejmował studentami chodzącymi z gorączką po oddziale…

No właśnie, rozporządzenia. Komunikacja w relacji uczelnia-studenci w moim odczuciu leży. Całe wakacje wszyscy czekaliśmy z niecierpliwością na komunikaty władz, które przygotują nas na kolejny semestr. Nie wiedzieliśmy, czy w ogóle wracamy do szpitali. Jak zwykle trzymano nas w niepewności do ostatniej chwili, prawie że do samego końca września. A wcześniej tylko głuchy telefon. Tu jest potrzebna rewolucja. Mnożenie niejasnych rozporządzeń i zmienianie ustaleń z dnia na dzień to polska specjalność w ostatnich latach, ale od renomowanych placówek oświatowych oczekiwałabym czegoś więcej. Może to tylko mrzonki, ale wierzę, że kiedyś skończą się te czasy, w których student jest tylko zbędnym produktem przemiany materii na uniwersytecie, a nasze problemy i potrzeby będą rzeczywiście adresowane. Chociażby taka “drobnostka”, żeby formalności dało się załatwiać drogą elektroniczną, zamiast biegać od sekretariatu do sekretariatu, żebrząc o podpisy.

I jeszcze jedna kwestia – ujednolicenie przekazu. Szum informacyjny dotyczący koronawirusa jest ogromny. W sieci, wśród znajomych, w rządzie. Czasami trudno odróżnić, co jest ważne, a co jest sensacją. Myślę, że wszyscy czulibyśmy się bezpieczniej, gdybyśmy znali swoje prawa i obowiązki w nowej rzeczywistości jako osoby, które przekraczając mury uniwersytetów medycznych, niejako stały częścią systemu ochrony zdrowia. Duży plus za przygotowanie materiałów szkoleniowych dotyczących bezpieczeństwa w czasach COVID-19 na platformie e-learningowej, ale duży minus za brak przełożenia tego na organizację zajęć. Przykład?

W poniedziałek na zajęciach poproszono nas o założenie jednorazowych fartuchów i maseczek chirurgicznych, wymagano dystansu oraz regularnej dezynfekcji używanych przez nas fantomów. Asystentka miała rękawiczki i gogle ochronne. Ćwiczyliśmy jako 12-osobowa połowa grupy podzielona na 6-osobowe podgrupy w dwóch różnych pomieszczeniach, podzieleni dalej na pary, żeby było bezpieczniej. I super. Dwa dni później w ramach tego samego przedmiotu inna osoba prowadziła zajęcia. Bez maseczki, bez dezynfekcji, bez rękawiczek, wszyscy razem. No to jaki w końcu jest ten standard?

Na co dzień to uczelnie nas egzaminują, lecz teraz to one mają przed sobą kilka testów – z nowoczesnego zarządzania, ze skutecznej komunikacji, innowacyjnych metod dydaktycznych i podstawowych umiejętności obsługi komputera. Mieli kilka miesięcy, żeby się przygotować. Myślicie, że zdadzą za pierwszym razem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *